Statystka

Witaj!

Miło mi przywitać Cię na moim blogu. Publikuję tu opowiadanie fanfiction, gdzie główny paring to Hermiona Granger i Fred Weasley. Po więcej odsyłam do zakładki "About".

Rozdziały publikuję co dwa tygodnie, we środy.

Uprzejmie proszę o nie zostawianie spamu pod rozdziałami. Stworzyłam do tego specjalną zakładkę i tam kierujcie wszystkie reklamy.

Skontaktować się ze mną można przez e-mail: lost.cigarette@gmail.com
środa, 18 stycznia 2017
Autor: 3 komentarze
Pani Weasley obudziła wszystkich przed ósmą rano. Po śniadaniu chciała zagonić wszystkich do pracy, jednak Ron, Harry i bliźniaki ulotnili się gdzieś i ucięli sobie drzemkę. Hermiona i Ginny niestety nie miały tak łatwo. Razem z Molly, matką Fleur i Gabrielle pilnowały, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Fleur i Bill przygotowywali się w swoich pokojach, unikając całego zamieszania.
Nikt nie mógł powiedzieć, że w Norze było spokojnie, ale kiedy pojawiły się kuzynki Fleur i ciotka Muriel, zapanował istny chaos. Charlie, brat Rona, próbował to jakoś ogarnąć, z marnym jednak skutkiem. Muriel krytykowała dosłownie wszystko, wygłaszając przy tym kazania, czym doprowadzała do szału Molly, a dziewczęta z Francji marudziły, że są zmęczone i że mają tak mało czasu na uszykowanie się. Dopiero, kiedy Artur pokazał im pokoje, w których mogły przebrać się i odświeżyć, a ciotka Muriel odpocząć i zniknąć wściekłej Molly z oczu, wrzawa trochę ucichła.
Zbliżała się godzina ceremonii, dlatego Hermiona spojrzała na Ginny i obie poszły do kwatery najmłodszej z Weasley’ów. Ich sukienki wisiały już na szafie, kosmetyki do makijażu walały się dosłownie wszędzie. Nie odzywając się do siebie ani słowem, zajęły się układaniem włosów. Cisza między nimi ciążyła Hermionie, jednak dziewczyna była zbyt dumna, by ją przerwać. Czasem zastanawiała się, co by było, gdyby jej i Ginny udało się zaprzyjaźnić. Szybko jednak dochodziła do wniosku, że jeden upierdliwy Weasley na głowie w zupełności wystarczy.
Ginny zostawiła włosy rozpuszczone, spięła je delikatnie u góry, zabezpieczając je spinką. Hermiona uważała, że jej młodsza koleżanka nie potrzebuje mocnego makijażu, dlatego z aprobatą patrzyła na nią, gdy ta podkreśliła tylko rzęsy, policzki i usta. W czarno-szarej sukience przed kolano wyglądała bardzo ładnie i dziewczęco.
Hermiona upięła delikatnie włosy. Zastanawiała się, jaki makijaż powinna zrobić. Doszły ją słuchy, że na weselu pojawi się Wiktor Krum, dlatego chciała wyglądać jak najładniej. Wiedziała, że nie będzie robić takiego wrażenia jak kuzynki Fleur, nie znaczyło to jednak, że nie zamierzała, jakby to powiedzieli mugole, zrobić się na bóstwo. W brzuchu poczuła ciepło, gdy wyobraziła sobie, jak Wiktor patrzyłby na nią. Uśmiechnęła się lekko, gdy przywołała w myślach obrazy z Balu Bożonarodzeniowego. Wtedy reprezentant Durmstrangu był wpatrzony w nią jak w obrazek.
- Mogę ci pomóc z makijażem, jeżeli chcesz – zaproponowała Ginny.
Hermiona spojrzała na nią z ukosa, a przez głowę przeleciała jej myśl, że rudowłosa dziewczyna chce zrobić z niej pośmiewisko. W jej oczach nie zobaczyła jednak złych zamiarów, tylko chęć pomocy. Widocznie zbyt szybko wysuwała pochopne wnioski na jej temat.
- Jeśli to nie będzie problem… - odparła, wzruszając ramionami.
Ginny wywróciła oczami i bez słowa zabrała się do pracy. Hermiona już miała rzucić w jej stronę złośliwy komentarz, jednak w porę ugryzła się w język. Nie chciała się kłócić z młodszą siostrą Rona, zwłaszcza, gdy ta proponowała pomoc.
Kiedy skończyła, a Hermiona mogła spojrzeć na siebie w lustrze, nie była w stanie uwierzyć, że ta dziewczyna w odbiciu to ona. Ginny podkreśliła jej oczy ciemnym cieniem, ale tylko w kąciku, tak, że wyglądała naprawdę tajemniczo. Policzki delikatnie zaróżowiła, rzęsy pociągnęła tuszem, a usta podkreśliła czerwoną, jednak nie wyzywającą, szminką.
- Um, dziękuję, Ginny – wydusiła z siebie po paru sekundach wpatrywania się w lustro. Zauważyła, że młodsza koleżanka obserwuje ją uważnie, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nie ma sprawy – mruknęła tamta i wyślizgnęła się po cichu z pokoju.
Hermiona nałożyła swoją sukienkę i ponownie spojrzała w lustro. Miała nadzieję, że ciemna czerwień nie jest zbyt prowokująca. Dziwnie się czuła, szczególnie, że dekolt był całkiem duży, ale musiała przyznać, że wyglądała bardzo ładnie. Jak kobieta.
Wsunęła na stopy szpilki w tym samym kolorze i spojrzała na zegarek. Ceremonia miała rozpocząć się za pół godziny. Nie wiedziała, co ją podkusiło, ale zabrała ze sobą torebkę, którą szykowała na wyprawę i powoli zeszła na dół.

Przed namiotem stało całkiem sporo czarodziejów. Kuzynki Fleur, tak jak się spodziewała, olśniewały i Hermiona przez chwilę poczuła się nieswojo, zwłaszcza, gdy widziała taksujący wzrok Francuzek skierowany w jej stronę. Zaczerwieniła się lekko i żeby nie musieć na nie patrzeć, rozejrzała się wokół, ale w tłumie ubranych na kolorowo czarodziejów nie mogła znaleźć nikogo znajomego. Nawet Ginny.
- A kogo tak szukasz? – usłyszała tuż przy uchu i podskoczyła.
Odwróciła się szybko, kurczowo zaciskając dłonie na torebce i po chwili odetchnęła. Ostatnimi czasy stała się naprawdę nerwowa.
 - Och, to tylko wy – wyszeptała, patrząc na bliźniaków.
Przyjrzała im się dokładnie. Wyglądali całkiem przystojnie w czarnych jak smoła, eleganckich szatach. Ich jasna skóra i rudobrązowe włosy kontrastowały z tym ubiorem. Oczywiście uśmiechali się od ucha do ucha i tryskali pozytywną energią. Czasem zazdrościła im tej pogody ducha.
- Nie mogę znaleźć Harry’ego, to trochę niebezpieczne, że chce się tu pokazać – powiedziała, ściszając głos tak, by tylko oni słyszeli i pochyliła się w ich stronę.
Bliźniacy spojrzeli na siebie wymownie, a Hermiona uniosła brew. Wiedziała, że już coś wykombinowali.
- Ty się o nic nie bój – zaczął George.
- Zadbaliśmy o niego – dodał Fred.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i zanim zdążyła o cokolwiek zapytać, bracia odwrócili się na pięcie i odeszli. Czuła ciekawość, niezaspokojoną ciekawość, jednak wiedziała, że nie wyciągnie nic ani od Freda, ani od George’a, między innymi dlatego, że oboje rozpłynęli się w tłumie czarodziejów. Pokręciła głową i przeszła parę kroków w nadziei, że uda jej się znaleźć kogoś znajomego. Po paru minutach ujrzała Rona z jakimś krępym, rudowłosym chłopcem przy ciotce Muriel. Zastanowiła się przez chwilę. Przecież Ron nie zostawiłby Harry’ego…
No tak. Miała ochotę pacnąć sobie otwartą dłonią w czoło.  Ten krępy rudzielec to właśnie Harry. Bliźniacy załatwili mu eliksir wielosokowy albo przygotowali go sami. Już chyba nawet nie chciała wiedzieć i szybko odgoniła wspomnienia z drugiej klasy i obraz Łazienki Jęczącej Marty.
 Podeszła do nich, grzecznie przywitała się z ciotką Muriel i zwróciła się do Rona. Chyba nie przerwała im w rozmowie, bo Muriel była zainteresowana wpatrywaniem się w zbyt krótkie według niej sukienki kuzynek Fleur i mamrotaniem złośliwości pod nosem, a chłopcy stali wyprostowani jak struna.
- Może przedstawiłbyś mnie swojemu kuzynowi? – spytała, patrząc na niego wymownie.
- Ach, no tak – wymamrotał Ron. – To… Barny. Barny Weasley.
Hermiona podała mu rękę i uśmiechnęła się kątem ust, dając mu znać, że go poznała. Czuła złość, że nie wtajemniczyli jej w ten pomysł, jednak bezpieczeństwo Harry’ego było sprawą priorytetową. Zobaczyła wyraz ulgi na twarzy Barny’ego/Harry’ego.
Dziewczyna miała ochotę wywrócić oczami, gdy słuchała narzekania ciotki Muriel. Nienawidziła rozmów o niczym i obmawiania innych ludzi. Marzyła, by ten wywód szybko się zakończył i, patrząc na wyraz twarzy obojga swoich przyjaciół, mogła śmiało stwierdzić, że oni uważali podobnie. Ku ich uciesze,  pan Weasley zaprosił wszystkich do namiotu.
Ceremonia miała się zacząć.
Hermiona, Ron i Harry usiedli koło siebie. Nikt nie pytał o Harry’ego, choć miała wrażenie, że wszyscy obserwują ją i Rona, zupełnie ignorując Barny’ego. Nie czuła się z tym dobrze, ale nie mogła nic na to poradzić. W końcu oboje przyjaźnili się ze słynnym Wybrańcem, a sam Potter był na celowniku Ministerstwa i Voldemorta. Mdliło ją na myśl o tym, w jakim Harry jest niebezpieczeństwie, jednak była niemal pewna, że nikt nie rozpozna w Barnym Harry’ego.
Znów rozejrzała się dookoła siebie. Wnętrze namiotu wyglądało bajecznie. Dziś rano rozwinięto fioletowy dywan, po którym miała przejść Fleur. Nad mistrzem ceremonii, w którym Hermiona z zaskoczeniem rozpoznała mężczyznę, który tak niedawno przewodził pogrzebowi Dumbledore’a, unosiło się kilkanaście pięknych balonów w kolorze srebra i fioletu. Była pewna, że to sprawka Freda i George’a.
Poczuła czyjś wzrok na sobie i zwróciła się w tamtym kierunku. To Wiktor Krum obserwował ją uważnie. Uśmiechnął się do niej, kiedy ich oczy się spotkały, a ona zarumieniła się lekko i odpowiedziała tym samym. Znów poczuła ciepło w okolicy brzucha i zarumieniła się. Udało jej się złapać także wzrok Freda, który puścił do niej oczko. Z rozbawieniem pokręciła głową i ze zdziwieniem stwierdziła, że policzki nadal ją palą. Oczy Freda, tak różne od oczu Rona, patrzyły na nią z niemałym podziwem. Szybko odwróciła się, by nie robić z siebie idiotki. Przełknęła ślinę, zdenerwowana.
Nie wiadomo skąd rozległa się muzyka. Bill stał już po prawej stronie mistrza ceremonii, obok niego był Charlie. Pan młody szukał w twarzach gości jeszcze jednego swojego brata, Percy’ego, jednak ten nie pojawił się na ślubie. Całej rodzinie Weasley’ów było z tego powodu przykro, a Hermiona sądziła, że to bardzo niewłaściwe zachowanie z jego strony. Nic nie mogła na to poradzić, Percy wybrał Ministerstwo zamiast rodziny, jakkolwiek smutno by to nie brzmiało.
Wszyscy wstali, a dźwięk muzyki zakłócił na moment Hagrid, który głośno wydmuchiwał nos. Barny/Harry uśmiechnął się pod nosem i szturchnął Rona, który dusił się ze śmiechu. Hermiona cudem powstrzymała parsknięcie, kiedy zauważyła karcące spojrzenia niektórych gości. Fred i George chichotali głośno.
Przez tłum gości przebiegło westchnienie, gdy zobaczyli Fleur kroczącą główną nawą. Szła pod rękę z ojcem. Miała na sobie prostą, białą suknię, z delikatnymi czarnymi ozdobami, a na jej głowie znajdował się diadem ciotki Muriel. Dziewczyna szła powoli, a jej oczy utkwione były w Billu. Ten patrzył na nią z miłością i podziwem. Fleur wręcz olśniewała i Hermiona mogłaby przysiąc, że każdy, który znajdował się teraz w namiocie, jaśniał odrobinę bardziej dzięki tej pięknej dziewczynie.
Hermiona pomyślała, że to cudowne, że udało im się zakochać w tak niesprzyjających czasach. Zazdrościła im tej miłości i zapragnęła, by ktoś pokochał ją tak, jak ta dwójka kochała siebie nawzajem. Przez myśl przeszło jej, że tą osobą mógłby być Ron i nieświadomie przysunęła się do niego odrobinę, jednak ten nie zwrócił na to uwagi. Hermionie poczuła ukłucie w sercu, gdy zdała sobie sprawę, że dla Rona jest tylko przyjaciółką. Powstrzymała łzy cisnące jej się do oczu.
Za Fleur kroczyły druhny, Gabrielle i Ginny. Obie wyglądały niezwykle dziewczęco. Wszyscy byli zachwyceni przebiegiem ceremonii i atmosferą pełną miłości. Hermiona w duchu przyznała rację Harry’emu. Tak, to wesele było potrzebne, zwłaszcza w takich czasach. Było żywym dowodem na to, że miłość istnieje, że wojna nie pochłonęła czarodziejów do końca. I że jest coś, o co warto walczyć, mając przy boku ukochaną osobę.
Gdy państwo młodzi wypowiadali słowa przysięgi, żaden z gości nie mógł powstrzymać wzruszenia. Mistrz ceremonii ogłosił ich mężem i żoną, a Bill z pasją pocałował swoją panią Weasley.

Hermiona była pod wrażeniem tego, że nic złego nie działo się na weselu. Zdarzyło jej się zatracić w tej atmosferze i zapomnieć na chwilę o rodzicach, którzy nie mieli pojęcia o jej istnieniu, o wyprawie, która ją czekała i o Voldemorcie, który czyhał na Harry’ego. Zapomniała na chwilę o guli w gardle, która dławiła ją za każdym razem, gdy myślała o którejś z tych rzeczy.
Zerkała z zazdrością na nowożeńców. Bill i Fleur tańczyli razem, wpatrzeni w siebie z miłością. Nikt nie chciał im przerywać tej chwili, nawet niecierpliwa ciotka Muriel, która czekała na taniec z Billem. Hermiona siedziała przy stoliku z Harrym i Ronem, cały czas rozglądając się dookoła. Nie potrafiła się do końca wyluzować i w pełni oddać zabawie.
- Na Merlina, uspokoisz się wreszcie? – wyszeptał Ron, patrząc na nią jak na kretynkę. Dziewczyna wywróciła oczami. – TU. JEST. BEZPIECZNIE. – wyartykułował każde słowo po kolei, bardzo wyraźnie, a Harry parsknął śmiechem.
- On ma rację, zabaw się, chociaż przez chwilę – poprosił.
- Szkoda, że nawet nie mogę zatańczyć z moim przyjacielem – powiedziała, patrząc na Harry’ego z uniesionymi brwiami i skrzyżowała ręce na piersi.
Ron wzniósł oczy do góry.
- Możesz – odparł na to rudzielec.
- Och, wiem, że mogę, ale wolałabym patrzeć na twarz Harry’ego, a nie Barny’ego – rzuciła złośliwie.
- Przestań w końcu marudzić – rzucił Ron i, nie zwracając uwagi na ton jej głosu, nalał sobie ponczu.
Oparł się wygodnie na krześle i wygłodniałym wzrokiem obserwował piękne kuzynki Fleur. Hermiona poczuła ukłucie w sercu. Czyżby to była zazdrość?
- Można? – Usłyszała pytanie wypowiedziane z wyraźnym akcentem.
Spojrzała do góry, a jej oczom ukazał się Wiktor Krum. Podawał jej ramię, zapraszając do tańca. Ron i Harry wyprostowali się na krzesłach i mierzyli Bułgara wzrokiem. Hermiona pokręciła delikatnie głową z dezaprobatą, oboje zachowywali się jak dzieci, jednocześnie czując w sercu ukłucie. Czyżby Ron był zazdrosny o Wiktora?
Uśmiechnęła się do Kruma i przygładziła sukienkę. Zastanowienie się, czy przyjąć jego propozycję zajęło jej dosłownie sekundę. Podała mu rękę.
- Oczywiście.
Wiktor zaprowadził ją na parkiet, a ona nie spojrzała na swoich przyjaciół. Chciała trochę zagrać na nosie Ronowi.
Przyglądała się Wiktorowi kątem oka i musiała przyznać, że wyprzystojniał. Miał na sobie czarną szatę, która podkreślała jego bladą cerę. Był dużo wyższy od niej. Przypomniał jej się Bal Bożonarodzeniowy. Czuła się wtedy taka wyróżniona, taka ważna. Nie mogła uwierzyć, że ktoś taki jak Wiktor zaprosił ją na takie wydarzenie. Pamiętała, że doskonale tańczył i że świetnie się z nim bawiła.
Poruszali się w rytm muzyki, a Wiktor prowadził w tańcu. Uciekła wzrokiem, gdy zorientowała się, jak na nią patrzy. Poczuła jego rękę na plecach i przeszedł ją dreszcz. Uświadomiła sobie, jak dziwnie czuje się, kiedy dotyka jej mężczyzna. W dodatku tak przystojny mężczyzna.
Czuła na sobie wzrok innych gości, zwłaszcza wzrok żeńskiej części gości. Nie dość, że była przyjaciółką ściganego Harry’ego Pottera, to jeszcze tańczyła z Wiktorem Krumem. Faktycznie, mogła wzbudzać niechęć młodszych pań na weselu, szczególnie tych, które przyszły bez partnera.
- Wyglądasz pięknie – powiedział, gdy piosenka się skończyła, patrząc na nią z nieukrywanym podziwem. Uśmiechnęła się, słysząc ten komplement.
Zorientowała się, że nadal czuje się w jego towarzystwie bardzo swobodnie. Starała się nie zwracać uwagi na obserwujących ich ludzi.
- Dziękuję.
Wiktor rozejrzał się.
- Odprowadzę cię do stolika, a potem znów zatańczymy, dobrze?
Hermiona, dość zdziwiona tym obrotem spraw, pokiwała powoli głową. Sądziła, że na parkiecie zabawią troszeczkę dłużej niż trzy minuty.
- Czy coś się stało? – spytała, kiedy szli w stronę jej stolika. Ron patrzył na nich i aż poczerwieniał ze złości. Harry/Barny siedział obok z nietęgą miną. Hermiona prawie wywróciła oczami na ten widok i skupiła się na słowach Bułgara.
- Nie, wszystko w porządku – odparł. Zanim znaleźli się w zasięgu słuchu Rona i Harry’ego, Wiktor przytrzymał ją delikatnie za ramię i nachylił się w jej stronę. – Co się stało z Potterem?
Hermiona zadrżała i wyrwała się. Spojrzała mu twardo w oczy.
- Nie sądzę, żeby to była twoja sprawa – odpowiedziała chłodno.
Każda osoba, która nie była w Zakonie, a zadawała jej to pytanie, sprawiała, że czuła się nieswojo. Co miała na to odpowiedzieć? „Tak, z Harrym wszystko w porządku, poza tym, że bardzo potężny czarodziej, który zamordował tysiące osób, chce go zabić. Ale gdyby odjąć ten fakt, można powiedzieć, że całkiem dobrze się trzyma”. Denerwowały ją pytania tego typu. Nawet wypowiadane z ust Wiktora Kruma.
Wiktor zmieszał się.

- Nie o to mi… A zresztą. Jeśli go spotkasz, kiedykolwiek, przekaż mu, że Czarny Pan nadchodzi – dodał i odszedł, zostawiając ją z mętlikiem w głowie.

Nie bardzo wiem, co tu napisać. Chyba tylko tyle, że mam nadzieję, iż rozdział się podobał.
© Design by Agata for WS. Scroller, pattern.